piątek, 30 stycznia 2015

Szoping Szał or soł

Hej, witajcie!
Wiele czasu minęło, wiem.
Niemniej jednak, dziś powracam z małym przeglądem moich zakupów. Nie wiem czemu odczuwam potrzebę usprawiedliwienia kosmetycznych zakupów. Fakt jest taki, że wcale nie potrzebuję się usprawiedliwiać, po prostu miałam ochotę i... jednak powód - poniekąd :D
Zacznijmy więc od powodu.
Dwa dni temu myślałam sobie " HM.... szminka mi się kończy, może powinnam kupić sobie drugą, bo doskonale pasuje do mojego nude look.." Oraz wiele innych pozytywnych rzeczy na jej temat. Mowa o Color Whisper #220, Następnego dnia popatrzyłam na inne szminki z tej kolekcji, które posiadam i doszłam do wniosku, że ogólnie sprawia mi wiele radości korzystanie  z nich. Miękkie i delikatne, ładnie pachną, dobrze się rozprowadzają, wygodnie się je nosi -tak po prostu, usta są nawilżone. Ciężko byłoby mi znaleźć coś co mi się w nich nie podoba. Powzięłam więc decyzję o zakupieniu większej ilości kolorów - bo przecież 4 to za mało.
Wędrując dziś ścieżką rozkoszy pomiędzy Hebe a Rossmannem - spacer, który bardziej traktuje jak zwiedzanie niż chęć zakupów - natrafiłam na przecenę szminek Meybelline Color Whisper. Co mnie uderzyło to fakt, że kosztują połowę, czyli 14,39. Wiedziona tą myślą dopytałam się pani tam pracującej czy to jakaś promocja czy jednak wycofują produkt - Te zielone lamówki "Cena na do widzenia" powodują u mnie szybsze bicie serca. Miła pani poinformowała mnie, iż są dwa wyjścia, albo zostaną one na zawsze wycofane albo zmienią szatę graficzną. Ja jednak nie lubię podejmować ryzyka kiedy coś bardzo lubię. Mając 4 postanowiłam zobaczyć czego jeszcze nie mam a mogłoby być częścią mojej ogromnej kolekcji. Wybrałam 3. Ostatecznie jednak weszłam w posiadanie 2, acz nie wykluczam zmiany :p
od lewej: 120 Petal Rebel i 150 Faint For Fuchsia

Zupełnie już przez przypadek zakupiłam również paletę cieni Lovely wzorowaną na Naked 3 UD. Bardzo podobają mi się te kolory, acz staram się nie nastawiać na jakiś spektakularny efekt. Niemniej jednak chętnie sprawdzę ich jakość i pigmentację.


Na koniec już chwyciłam bardziej z ciekawości Maybelline baby lips, peach kiss -  bo a co, zimą trzeba dbać o usta... zawsze trzeba dbać,  poza tym klimatyzacja też nie jest bez znaczeni. Postanowiłam więc coś nowego wypróbować, bo inne pomadki są już na etapie wygrzebywania.


Suma sumarum, nie były to moje jedyne kosmetyczne zakupy w styczniu, bo nie wytrzymałabym. Nie wiem czy jestem jedyna, ale u mnie zakupy kosmetyczne posiadają bardzo terapeutyczne  właściwości, ale o tym kiedy indziej.

Powiedzcie jak wasza kolekcja Color Whisper i jakie szminki są waszymi ulubionymi.

Czekając na wasze komentarze zabieram się za odnalezienie wszystkich nowych zakupów.
Tymczasem, do spisania i trzymajcie się ciepło.
Kaś