środa, 4 kwietnia 2018

Turystyka tak daleka - jestem już w domu.

Witajcie!


Piszę do was już z domowego zacisza. Urlop mogę zaliczyć do udanych, chociaż bardzo aktywnych - a ja nie jestem nazbyt ruchliwym żyjątkiem. Początkowo liczyłam na to, że uda mi się pisać w czasie wyjazdu. Jednak pewne zakazy i ograniczenia stron www w Chinach po prostu mi to uniemożliwiły, ale o tym kiedy indziej.


Mam dla was w przygotowaniu kilka tekstów. Ponieważ nie znam się na pisaniu o podróżach muszę się im jeszcze raz przyjrzeć i uzupełnić. Tak czy inaczej, jeśli jesteście ciekawi jak wszystko przebiegało to na raty będę zaspokajać waszą ciekawość.


Przywiozła ze sobą również parę produktów dla was. Niebawem możecie się spodziewać rozdania. Wybierała to co mnie najbardziej ciekawiło za pierwszym razem, lub to co uznałam za wyjątkowo urocze czy po prostu mocno inne, żeby ten kto paczkę dostanie miał przegląd kilku kategorii.

A mam dla was:
-trio najpopularniejszych moim zdaniem kolorów cieni, których używają Chinki
-kilka maseczek w płachcie
-pasta do zębów o smaku solonego bambusa (sama taką mam i jestem bardzo zadowolona, a co więcej to dość popularna w Azji pasta. Bo chyba akceptujecie nie miętową, nie?)
-100 dniowy planer
-zeszyt (ale nie taki zwykły, jest niesamowicie uroczy, tak jak i planer)
-mini zszywacz pandę
-różne przekąski i słodycze pakowane w małych pojemnościach (nie gwarantuję że wszystko będzie wam smakować. Na pewno jednak dowiesz się co cieszy się popularnością w państwie środka)







Nie myśleliście chyba, że tak słodkie, ok nieco dziecinne, rzeczy przywiozę tylko dla was? Jeszcze nie wiem, która okładka trafi do was, ale w środku są identyczne.
Dylemat okładki jest też z planerem.




Maseczki wszystkie ze zdjęcia są dla was, plus położona gdzieś bardzo bezpiecznie pasta do zębów. Cienie też są dla was, bez obaw.



Co do samego rozdania. Wykoncypuje jakieś zasady i jakiś mini czalendż, nie ma nic za darmo ☺ a wy zdąrzycie się napalic - taką mam nadzieję.



Ja tu wam pobieżnie pitu pitu, a może wy macie jakieś pytania odnośnie podróży do Chin, na które mogłabym odpowiedzieć w kolejnych postach?Samych chin czy konkretnej tematyki - ale nie, w politykę się nie bawimy to mówię od razu. Chciałabym by teksty o  wyjeździe były dla was ciekawe ale i pełne ciekawych informacji, a poniekąd boje się że coś po prostu pominę.


Dajcie koniecznie znać w komentarzach poniżej i nie zapomnijcie dodać bloga do ulubionych!


Wpadajcie na moje social media, żeby być na bieżąco! Wystarczy kliknąć w obrazek!


Trzymajcie się i do następnego ;)

Pozdrawiam,
Kaś



                                                                    

piątek, 9 marca 2018

Długi lot - jak się do niego przygotować.

Witajcie!


Za oknem było tak zimno, że jedyne o czym myślałam to jakieś ciepłe miejsce i nie koniecznie pod kołdrą.  Jednak traf chciał, że ciepłe kraje mamy dość daleko, a najszybciej dostaniemy się tam samolotem. Zakładam, że niektórzy z was mają już zaplanowane urlopy wakacyjne lub dokonujecie właśnie wyboru i będziecie podróżować drogą powietrzną. Jest też prawdopodobne,że dla niektórych będzie to pierwszy lot.



W tym poście chciałabym wam przedstawić moje podejście do lotów interkontynentalnych - czyli po prostu długich.
Jak wiecie pokład samolotu jest bardzo trudnym dla skóry buzi miejscem. Mocna, chłodna klimatyzacja i zamknięte pomieszczenie przez wiele godzin. Dodatkowo nie wszyscy piją wystarczająco w czasie lotu, lub stawiają na alkohol, błąd.
Więc jak to przeżyć i wyjść bez szwanku (a może i w lepszym stanie)?
Ja stawiam na pielęgnacje, może dla niektórych przesadzoną.

Do kosmetyczki w torbie podróżnej nie można spakować dużych produktów, wiec warto się zastanowić się co najlepiej robi naszej skórze. 
Pamiętajcie, że maksimum pojemności jednego płynnego produktu to 100ml, ale również należy tu zaliczyć kremy. Ja dodatkowo staram się mieć malutkie pojemniczki po kilka gram - dostaniecie je w każdej drogerii i większości dużych sklepów na dziale z miniaturkami podróżnym.
Ponieważ sama właśnie pakuje kosmetyczne na lot - za chwile lece do Chin - powiem wam co zabiorę ze sobą.



-Najważniejszy jest dla mnie krem Nivea gdyż jest niezwykle uniwersalny i mówiąc wprost nadaje się na każdy kawałek człowieka ręce, usta, buzia. Biorę ze sobą opakowanie 75g.
-Na pewno wezmę żelową mgiełka z Lierac hydragenesit. Stosuję ją już od paru tygodni i jestem bardzo zadowolona. Wam natomiast polecam zabranie produktu mocno nawilżającego. Jeśli macie jakiś treściwy krem, to również warto go wziąć pod uwagę. 

-Kolejny must have na lot dla mnie to krem do rąk, ale koniecznie taki,który już znacie. Ja biorę ze sobą krem z Evree Max Repair. Czemu tak? Żeby uniknąć np problemu dotknięcie oka, a następnie bólu i pieczenia. 

-Musicie również pamiętać, że w samolocie szybko wysuszają się oczy z naturalnego filmu łzowego - chociaż zakładam, że fachowo może się to nazywać inaczej. Dlatego warto spakować krople nawilżające do oczu. Okazują się one przydatne zarówno na lotnisku i w samolocie jak i w miejscu docelowym przy innym klimacie. 
-Wysoce prawdopodobne jest, że zapakuje jakąś maskę w płacie, która już znam. 
-Na co dzień do kosmetyczki mam włożoną szczoteczkę i pastę do zębów, jeśli wy jej nie macie, koniecznie sobie spakujcie. Nie ma niczego bardziej odświeżającego niż taki drobny zabieg. Ja będę lecieć 8,5 godziny nim osiągnę między lądowanie, wcześniej jeszcze odprawy i dojazd na lotnisko. I doskonale wiem, że będę szukać 30cm przestrzeni i zlewu żeby się odświeżyć przed kolejnym lotem a potem podróżą do miejsca docelowego. Najbardziej będzie mi zależało na tym żeby po prostu umyć ręce i zęby, i wam tez to polecam. Mała rzecz a cieszy.




-Dla tych z was, którzy nie maja bardzo wrażliwej skóry proponuje również wilgotne chusteczki o delikatnym składzie. 
-Kiedy w przybliżeniu jestem w podróży 20 godzin nie oczekuję od siebie, że będę wyglądać jak gwiazda filmowa, ale szczotka do włosów to dla mnie kolejny must have. Istotne jest to, żebyście pamiętali, iż wszystkie te zabiegi są dla waszego lepszego samopoczucia. Ponieważ skórę łatwo przesuszyć, a włosy zmierzwić, ale znacznie trudniej to naprawić.
-Na pewno w mojej torbie znajdziecie również miniaturkę dezodorantu, bo tak po prostu łatwiej.

Co warto zrobić nim się spakujecie, to przełożyć wybrane przez was produkty do mniejszych pojemniczków. Najlepiej plastikowych, przezroczystych i jakoś je oznaczyć byście sami wiedzieli co to. 
Różne lotniska mają swoje szczegółowe wytyczne, co do pojemności kosmetyków jakie można ze sobą przewozić, dlatego lepiej zapoznajcie się z nimi zawczasu.


Ze stricte kosmetycznych produktów to wszystko. 
Natomiast zawsze podróżuje jeszcze z paroma podstawowym lekami, które tez do kosmetyczki wkładam. Jakiś plasterek, środki przeciwbólowe i coś na brzuszek tak na wszelki zaś, żeby nie dać się zaskoczyć.

Na dobrą sprawę to wszystko co świadomie trafi do mojej kosmetyczki.


A jak wygląda wasza kosmetyczna na lot?


Czy waszym zdaniem coś mnie omija i warto bym smakowała coś jeszcze ze sobą?



Dajcie koniecznie znać w komentarzach poniżej i nie zapomnijcie dodać bloga do ulubionych!


Wpadajcie na moje social media! Wystarczy kliknąć w obrazek!

PS: Zdjęcia moje 


Pozdrawiam,
Kaś


                                                                    

niedziela, 25 lutego 2018

Nowości przełomu roku

Witajcie!

To prawda, ze wielkimi krokami zbliża się już 3ci miesiąc roku, dla mnie jednak czas zaczął się ostatnio scalać i w połowie lutego byłam zdziwiona, że to nie styczeń. Z tego też powodu, ja osobiście żyję jeszcze na przełomie roku i chociaż nie pisałam, to nadal kupowałam, polowałam i zdobywałam produkty, które gdzieś tam wypatrzyłam.

Ciekawi jesteście co mi zawróciło, aż tak w głowie i na co aż tak polowałam?
Zapraszam do dalszego czytania.



Delia, zmywacz do paznokci w kremie - Pierwszy raz o jego istnieniu dowiedziałam się w wakacje, chyba w sierpniu. Najpierw chodziłam i szukałam, ale gdzieś w połowie września odpuściłam, żeby w styczniu po prostu przez przypadek go zauważyć. I wiecie co, so far so good, na  brokatowe lakiery działa średnio, ale z cała reszta razi sobie bardzo dobrze. Nakładasz, zostawiasz, pocierasz 3 razy i tadam! I jeszcze ładnie pachnie.




Catrice, Spectra Light efect nail lacquer, 03 Irregular Galaxies - Lakier z kolekcji Holo, którego jeszcze nie miałam okazji użyć, bo to świeżynka w kolekcji. Niestety aparat nie oddaje koloru aż tak dobrze. Ciemny granat opalizujący na fioletowo.
Bell, frosty sand nail enamel, 3 -  Piękny, półprzezroczysty, piaskowo-brokatowy lakier w kolorze cielistym, Same ochy i achy i jeśli jeszcze gdzieś go zobaczycie, zachęcam do podjęcia ryzyka jeśli tylko lubicie lakiery piaskowe.
Delia, hybrid gel color, step 1, lakier do paznokci 10 metaliczna zieleń - Jak się domyślacie kupiłam go na święta i kolor jest zielenią moich świątecznych marzeń.
Lovely, metaliczny lakier do paznokci nr5 - Właściwie bo czemu by nie. Lakiery Lovely są w zdecydowanej większości bardzo ok.




 Eveline, trend collection nr 275 i 280 - Lakier 275 (jeszcze nieużywany) to piękna morska zieleń ze złotym poblaskiem. Szukam swojego Morskiego Grala i mam nadzieję, ze to w końcu ten, bo mam lakierów w tej tonacji chyba z 7.     280 to lakier typu topper. Duży błękitny brokat w przezroczystej bazie z fioletowymi drobinkami. Ładnie się prezentuje.



Manhattan, last & shine, 410 heart of stone, 910 i'm an original - 410 zimne złoto, pełne drobinek srebra. Urzekł mnie od pierwszego zobaczenia. Cap i już, i jesteśmy razem. Pięknie wygląda i długo się trzyma. 910 jeszcze przeze mnie nie używana, jest nieco bardziej fioletowa niż na zdjęciu. Taki mocno mleczny wrzos? Generalizując lubię lakiery z Manhattana bo długo się trzymają i wyglądają dobrze, dlatego trochę mi szkoda, że ich szafa zniknęła z Rossmannów.



Essence, metal shoc,nail powder 02 me and my unicorn, sealing top coat - Ależ ja się za tym topem nachodziłam, chyba z 4 miesiące. To specjalny topper na bazie wody, którego zadaniem jest utrwalić puder na paznokciu. Cała procedura użycia pyłku jest bardzo zbliżona do wersji hybrydowej z tym, że tu używamy zwykłego lakieru jako bazy. I co? I działa. Pyłek 02 me and my unicorn opalizuje miedzy niebieskim a filetem, dokładnie jak pudełeczko. Dodatkowo jest jeszcze zabezpieczony folią.  Do tego tematu na bank jeszcze wrócimy!


Bell, glitter eyeshadow base 01 - Baza pod cienie, o której pierwszy raz usłyszałam u Ewy z RLM, a że nie wiem gdzie jest mój cashmir, postanowiłam spróbować. Na razie używałam tylko z normalnymi prasowanymi cieniami i było dobrze. Zobaczymy czy z brokatem też sobie będzie ładnie radziła za czas jakiś.
Essence, metal shock eyeshadow, 02 stars &stories contains carmine - Cień w kremie z aplikatorem jak błyszczyk. Kolor jest hm, może trochę różowe złoto, może bardziej pasuje miedziany róż, no wiecie o co chodzi. Jeszcze nie używałam go na oczach ale na ręce jest absolutnie zachwycający.
 

Lovely, liquid lip topper &lip pencil lipkit, horn dust - Czy jakąś kosmetyko-maniacznie mogła ominąć taka informacja? Metaliczny topper z pasującą konturówką, gdybyście chały zrobić z niej solo star. Jeszcze jej nie nosiłam ale na na ręce wygląda na zimne, wręcz pół srebrne, złoto. Testowałam na ręce wszystkie kolory i mają jedną zasadniczą cechę wspólna. Po 10 minutach można trzeć ile wlezie a one zostają na swoim miejscu, nawet się brokat nie wyślizguje.



Lierac, hydragenist ultranawilżająca mgiełka do twarzy - To nie jest klasyczny płyn w sprayu. Produkt ma pół żelową konsystencje i należy go po rozpyleniu wklepać w buzię. używam go od jakichś 2 tygodni i na razie jestem bardzo zadowolona. Ale do tego też wrócimy innym razem.

Mieliście okazję używać, któregoś z tych produktów?
Jakie nowości zawitały ostatnio do was?

A może to mnie coś omija?

Dajcie koniecznie znać w komentarzach poniżej i nie zapomnijcie dodać bloga do ulubionych!


Wpadajcie na moje social media! Wystarczy kliknąć w obrazek!


Pozdrawiam,
Kaś


                                                                    





czwartek, 22 lutego 2018

Projekt denko #6


Witajcie!


Po długiej przerwie przychodzę do was z tym samym tematem, na którym skończyłam poprzednio.
Projekt denko, tadam!

Nazbierało się tego trochę.

Nie będę was przynudzać live updatem, bo i nie poczuwam się mentalnie do tego, więc jedziemy z tematem ( albo ze sprzątaniem pokoju, jak kto woli 😉)


WŁOSY



Pantene pro-v szampon ochronny przed wypadaniem włosów - Ładnie pachnie, tak to na prawdę ładny zapach i długo się trzyma. Natomiast nie przypadł mi do gustu. Nie jestem wierna szamponom bo bardzo lubię testować nowe. Więc ... szału nie ma tragedii też nie. Po prostu przyszła kolej na następny.
Batiste suchy szampon o zapachu tropikalnym - Uwielbiam i zapach i doceniam jego działanie. Przeprowadzając najdziwniejsze eksperymenty dzień po jego użyciu włosy nadal nadają się do normalnego funkcjonowania. Wielkiej imprezy nie polecam, ale do pracy spoko - tak testuje kosmetyki czasem bardzo dziwnie, och well
Joanna, Ultra color system, szampon nadający platynowy odcień do włosów blond, rozjaśnianych i siwych - moje włosy z natury są w ciepłym blondzie, więc platyny mi nie dał. Natomiast muszę przyznać, że ładnie wypłukuje żółty kolor i delikatnie ochładza tonacje włosów.
Alterra naturakosmetik, szampon dodający objętości - Och jak on pachnie, dla mnie zapach jest zniewalający. Soczysty, cytrusowy i tropikalny jednocześnie. Dobrze oczyszcza, łatwo się potem rozczesuje włosy. To moje kolejne opakowanie, więc chyba się lubimy.




Schwarzkopf, live lightener + twist 101 cool rose - Rozjaśniacz z kolorem. Bardzo fajny pomysł i fajny efekt. Trochę się obawiałam, bo mój ciepły blond mógł wyglądać bardzo rudo, a nie do końca na tym mi zależało. Jednak wyszło sympatycznie. Delikatna bladoróżowa poświata utrzymywała mi się przez około 2 miesiące. Teraz kiedy róż już się sprał, a włosy odrosły, mogę wam powiedzieć, że również bardzo ładnie ogólnie rozjaśnia. Myślę, ba jestem prawie pewna, że skuszę się na jeszcze jedno opakowanie, nie wiem tylko czy na różowy.
L'oreal, Colorista washout #purplehair - No sorry, ale nie. Kolor był tak brzydki i smutny. Ok przymuję, że mogłam mieć za ciemne włosy, natomiast wg opakowania powinno było ładnie złapać z fajnym kolorem. Wyszło błotniści. Klik Klik


TWARZ


Holika Holika, maska w płachcie, Damask Rose, Maseczka nawilżająca - Bardzo sympatyczny produkt. Delikatny i subtelny zapach absolutnie nie przeszkadza, a wręcz ma dodatkowe działanie relaksujące. Efekt po maseczce to delikatna, jędrna i nawilżona skóra. Co prawda dla mnie mogła by być jeszcze bardziej nawilżona, natomiast wszystkie maseczki Holiki mają w sobie wystarczającą ilość płynu by wklepać produkt równie w szyję i dekolt, dwa dni z rzędu. Ja nie potrafię wykorzystać wszystkiego od razu, a wywalać takie dobroci szkoda.
Holika Holika, maska w płachcie, Rice, Maseczka rozjaśniająca - Długo zwlekałam z użyciem maseczki rozjaśniającej z całego Asian boxa4 (Klik Klik). Zakładam, że dla azjatek działanie rozjaśniające możne być faktycznie rozjaśniające ich karnację. Dla mnie okazało się hym... zamaskować lub wzmocnić skórę na tyle by nie być czerwoniutką następnego ranka, co dla mnie jest mega osiągnięciem. Dodatkowo świetnie nawilżyła buzię. 
Holika Holika, maska w płachcie, Strawberry, Maseczka rozjaśniająca - Jak powyżej bardzo fajny produkt z Asian boxa4 (Klik Klik) 
Holika Holika, maska w płachcie, Avocado, Maseczka odżywcza - Ponownie super produkt z tego samego pudełka co 3 pozostałe.



Elite models, bye bye panda eyes - Ściereczka do zmywania makijażu. jedna strona ma służyć do usuwania kosmetyków. Druga zaś do delikatnego mechanicznego peelingu. Przed nami jeszcze dużo czasu razem, ale opowiem wam o niej tu. Świetnie peelinguje. Zostawia skórę, gładką i oczyszczoną z martwego naskórka. Natomias strona przeznaczona do demakijażu nie radzi sobie z żadnym z moich podkładów, za to sprawnie radzi sobie z linerami i tuszami. Jestem nieco rozdarta czy wam ją polecać czy nie. Ogólnie jednak produkt mnie zadowala i lubię z niego korzystać. Wiec może na promocji?
Spray do twarzy z Aloesem - Wiem, że mam bardzo mikre szanse na kupienie dokładnie tego samego produktu jeszcze raz. Tu jest pytanie do was - Czy polecacie inną, nawilżającą mgiełkę do twarzy?
Dermedic, Hydrain3 hialuro - Krem-żel o lekkiej formule, delikatnym zapachu i takim samym błękitnawym kolorze. Dobrze nawilża i nadaje się pod makijaż. Nie mam po nim żadnej reakcji alergicznej. Polecam wam całą linie Hydrain3 - koniecznie 3- woda micelarna z tej serii jest świetna również lub przede wszystkim produkt łagodzący. Klik Tu i Kluk Tu for more.
Holika Holika Gudetama ceramidowy krem z kapsułkami - Tak mi smutno, że się skończył! Dla mnie doskonały a w połączeniu z Neutrogeną grejpfrutową, och, czułam się jak królowa życia z naprawdę dobra jakościowo skóra. Nieco więcej informacji możecie znaleść TU o obu produktach. Jedyny minus jest taki, ze to była/jest limitowana i nie mogę go nigdzie znaleźć.


ZAPACH



Isana, Deospray, Exotic i Fruity Care - Dezodoranty z Isany powtarza się w każdym denku. Zapachy mnie powalają i zawsze dają poczucie wakacji, chociaż na chwilkę, a to też się liczy. Zachęcam was do dania im szansy, szczególnie ze względu na cenę, bo jeśli nie przypadnie wam do gustu, to tylko kwestia paru złotych.
Fa, Fresh and dry, Green Tea Scent - Niestety ani sucho ani czysto się po nim nie czułam, dodatkowo podczas użyciu w domu strasznie dusi, a biaława mgiełka unosi się w powietrzu. Zapach był ładny na początku, potem niestety się utleniał do, jak dla mnie, mydlin.
Zara, Black perfumy - Mam z Zary dwa pewniaki zapachowe Black i Oriental - oba zapachy są dla mnie blisko Paco Rabanne XS black dla kobiet. Zawsze staram się mieć flakonik, którychś z nich w domu na wypadek gdybym nie znalazła, żadnych innych perfum, które w danym momencie przypadną mi do gustu. Produkt długo się utrzymuje i dodatkowo ma bardzo przystępną cenę. Kliknijcie Tu dla wcześniejszej opinii albo TU Kliknijcie


EKSTRA


Avon, Beries in Chocolate, płyn do kąpieli - Pięknie pachnący, mocno się pieniący i na dodatek nie wysuszający płyn z oferty świątecznej. Bardzo fajny pomysł buteleczki przywodzącej na myśl świąteczną bombkę. Muszę przyznać, że lubię płyny do kąpieli z Avonu. Nie czuje się wysuszona, a dodatkowo zapach utrzymuje się przez długi czas.



I to by było na tyle! Mówię tak jakby było tego tylko trochę, a jednak zgromadziłam znacznie więcej, niż kilka sztuk. Dajcie mi znać  jacy są wasi ulubieńcy ostatnich miesięcy? Czy mieliście styczność, z którymś z tych produktów i jakie jest wasze zdanie?

A może to mnie coś omija?

Dajcie koniecznie znać w komentarzach poniżej i nie zapomnijcie dodać bloga do ulubionych!


Wpadajcie na moje social media! Wystarczy kliknąć w obrazek!


Pozdrawiam,
Kaś


                                                                    


niedziela, 5 listopada 2017

Projekt denko #5 październik 2017

Hej!

No to się zapomniałam i życie realne wzięło sobie cały mój czas.

Nie mniej jednak, dziękuję, mamy się dobrze. Mężczyzna nie umarł na korzonki. Kot goi się ładnie chociaż szwy zostaną wyjęte za tydzień. 
Klasyka, każdemu trafia się bardzo interneto-niechętny czas.

Dla mnie początek listopada to ten moment, kiedy zaczynam powolne przygotowania do świat. Nie przepadam za sprzątaniem,więc powoli rozpoczynam akcję "czyste święta".  Zaczęłam od zebrania tego co się już prawie skończyło i dobrnęłam do projektu denko.




Isana, dezodorant do ciała - Jeśli już kiedyś widzieliście moje denko, to wiecie, że bardzo lubię ten produkt. Należałoby jednak wyjaśnić jedno, to nie jest super zabezpieczający przed potem produkt, jednak pachnie pięknie i nie niszczy ubrań. Co dla mnie istotne nie podrażnia skóry, co zdarza mi się zdecydowanie zbyt często, niż chce o tym myśleć.

Beyonce Heat Rush, woda perfumowana - Uwielbiam ten zapach. absolutnie! Słodki, egzotyczny, cytrusowy i sexy (ach ta moja zdolność opisywania zapachów).  Generalnie polecam każdej z was, która lubi mocne i słodkie zapachy. Jedyne co to to, że zapach ten podoba mi się bardziej na innych.

Soraya So Fresh, żel pod prysznic - Aż mi się wierzyć nie chce, że  w końcu go zmęczyłam, ale nie na sobie. Kupiłam go bo ujął mnie zapach. Ten zmienił się po około 2 tygodniach, zrobił się mocny i nie przyjemny i nie pachniał już czekoladą. Ostatecznie wykorzystałam go do mycia zatłuszczonych sprzętów kuchennych i usuwania paskudnych plam z ubrań. Powiem, że wyżarł wszystko cudnie - wiec dla skóry jak się domyślacie nie był miły. Uczucie ściągnięcia to jedno, swędzenia drugie.

Kolastyna, Balsam po opalaniu S.O.S. - Poważnie zdziwiłabym się gdybyście nigdy nie miały do czynienia z tym produktem. Jednak gdyby, to na prawdę dobry balsam po opalaniu. Ładnie pachnie i fajnie się wchłania ale... Nie jest super rozwiązaniem na poparzenia, za mało chłodzi i nie koi swędzenia. Natomiast nie jest to jego zadanie by zastępować pantenol, po normalnym opalaniu jest fajny. No i ten sentyment.


Evree, Insta Help, balsam do ciała - Nie przypadł mi do gustu, do tego  stopnia, że to moja 3 butelka tego konkretnego rodzaju. Ogólnie to chyba 10 opakowanie w moim domu i obie z mamą bardzo sobie go chwalimy. Początkowo nie mogłam się do niego przekonać, bo tak i już. A teraz uważam, że to bardzo dobry, łatwo wchłaniający się i wydajny produkt. Warto!

Bielenda, Bawełna, dwufazowy płyn do demakijażu - Dla mnie doskonale radzi sobie z usuwaniem mocniejszego makijażu zarówno oczu, ust jak i twarzy. Minus jest taki, że nie jest smaczny - tak, czasami nalało mi się za dużo na wacik kiedy usuwałam matową płynną pomadkę, ale nie musi być smaczny, tylko skuteczny i jest.

L'oreal, Ekspert nawilżenia, krem do twarzy - Meh, szału nie ma. Przyzwoity krem o zaskakującej konsystencji musu. Mi osobiście jednak ta konsystencja nie pasuje dla kremu. Nie zrobił mi niczego złego jednak nie zdecyduje się na niego ponownie.

Pharmaceris N - Pisałam o nim już tak wiele razy - Klik Klik.  Lubie ten produkt już od kilku lat.

Nivea .krem - Dla mnie klasyka i zawsze muszę mieć produkt w domu.

Bielenda, Argan Cleansing Face Oil - Mój pierwszy olejek do mycia buzi. Spodobał mi się ten produkt, całkiem nieźle myje, chociaż jeśli chcecie nim zmyć makijaż, to ym, na pewno nie może być jedynym krokiem oczyszczania bo jest po prostu za delikatny. Co jednocześnie moim zdaniem jest plusem - bo delikatny produkt, nie zrobi krzywdy. Jeśli chcecie przetestować tego typu produkt, to myślę, że możecie sięgnąć właśnie po ten produkt. 

DoLa House, krem do rąk - Lekkiej konsystencji produkt z Chin, gdybyście jednak robiły zakupy online i wpadły na ten krem, to jest fajny, lekki i ładnie pachnący.



Holika Holika - Wszystkie 3 maseczki są dla mnie rewelacyjne. Najlepsza była  miodowa z serii Juicy. nadziwić się nie mogłam jaką miałam po niej miękką, delikatną ale również nawilżoną buzię.  Ogórkowa i z Jagód Akai również były rewelacyjne, ale jak macie szansę wypróbujcie miodową. Wszystkie trzy przyszły do mnie w pudełku Asian Box Klik Klik

PureDerm, kolagenowa maska pomidorowa - Nieco się  wahałam przed jej zakupem, jednak miałam już do czynienia z tą firmą. Wiecie co, warto było. Żadnych odczynów, nawilżenie i elastyczność. I tylko mogło by już tak zostać.



Holika Holika Makgeolli, rozjaśniająca maska w płacie - Również bardzo sympatyczna i też z Asian Boxa, ale ta nie przypadła mi do gustu zanadto. 

Hada Labo Tokyo, maseczka nawilżająca - Nie do końca mam zdanie. Po otwarciu zapach alkocholu był tak mocny, że nie wiedziałam czy aby powinnam nakładać ją na buzie. Zaryzykowałam na krótszy czas, przeżyłam, chociaż nie widziałam nazbyt żadnych efektów.

Meideyouchai, maska ze śluzem ślimaka - Absolutna chińszczyzna ( dosłownie, kupiłam ją w Tianjinie). Absolutnie zachwycający efekt. Gdyby się wam gdzieś nawinęła warto kupić. Ja miałam paczkę 5 maseczek. Były to moje maseczki ratunkowe. 



Dermopharma, zluszczająca maska do stóp - Najpierw bałam się kupić, potem użyć. Okazuje się że to super rozpuszczalnik do skóry. Nie Jest to agresywny produkt, czego się bałam. Faktycznie dobrze złuszczył wszystko czego się pozbyć trzeba było, natomiast rozpuścił tylko zrogowaciały już naskórek. Między palcami nic się nie stało, a tego się bałam.  Dla mnie produkt fajny.

Batiste, suchy szampon do włosów w sprayu - Chyba was nie zaskoczę mówiąc, że fajne. Z resztą to już moja kolejna butelka. 
Muszę spróbować czegoś innego, polecacie coś?


Powiedziałabym, że to na tyle, przyznam jednak że sporo tego.
Dajcie znać czy  testowałyście coś co u mnie znalazło się w denku, a może coś mnie ominęło i waszym zdaniem, któryś z tych produktów klasyfikuje się jako bubel miesiąca lub nawet roku?


Nie zapomnijcie o moich social mediach, wpadajcie, lajkujcie, subskrybujcie! Miejcie wpływ na content;)


                                                                    



Ściskam was mocno i do następnego!

Kaś

wtorek, 19 września 2017

Pielęgnacja - Ulubieńcy wakacji

Hej!

Co u was słychać?
Zaczęliście się już przestawiać na jesienne klimaty?
Szkoda mi, że lato ucięła się tak gwałtownie, ale cóż. Jesień też jest super.

W tym wpisie pokaże wam co było dla mnie strzałem w 10 przez ciepłe miesiące.
Nie przeciągając, Zapasam!



  • Sun Ozon chłodzący spray po opalaniu z Aloesem  - Produkt Rossmann'owski - nazwa mówi wszystko, a jednym z głównych składników jest sok z liści aloesu zaraz obok pantenolu.  Sprayer - ten dzióbek do robienia mgły -  jest świetny, rozpyla równomiernie i drobniutko. Sam płyn jest lekko lepki i nawilżający w dotyku i dobrze poradził sobie z moimi poparzeniami.  TAK!  Jestem bladą  blondynką, która mimo filtru 30 potrafi się usmażyć na róż Neutrogeny.  Dodatkowo szybko się wchłaniał i ma przyjemny zapach. 
  • Dax sun wodoodporny krem dla dzieci i niemowląt filtr 50 - no wiem że nie jestem już dzieckiem, jednak preferuję takie kremy dla siebie. Mam wrażenie, że działają lepiej, dłużej się utrzymują. Nie zawiódł mnie i okazał się być wydajny.  Podniosłam wam przez to wyznanie brew? 
  • Tołpa green,  nawilżający krem łagodzący pod oczy - nie mam dużego doświadczenia z kremami pod oczy, wiem jednak czego nie chce i co jest oczekiwane. Krem mnie nie podrażnia, nie przenika przez skórę do oka i go nie drażni - a wiemy, że tak bywa. konsystencja jest lekka i dobrze się wchłania. Świetny pod makijaż. I co najważniejsze wydaje mi się że działa.
  • Holika Holika Gudetama ceramidowy krem z kapsułkami - osobiście go uwielbiam. Zapach jest, niejasny jak dla mnie, coś cytrusowego ale nie mam pojęcia czy to perfuma czy zapach składników. Doskonale nawilża, nie uczula, dodatkowo mam wrażenie, że wygładza moją skórę. Co prawda nie est tani, bo oscyluje w okolicach 90 zł, ale jeśli będziecie miały okazję przetestujcie go.
  • Holika Holika Gudetama Lazy&Joy Face 2 Change Photo Ready Tone up Cushion SPF50+ PA+++ - (uh długa nazwa) wiem, że wiele osób, które również jak ja zamówiły asian boxa vol4 (Klik). nie były nazbyt zadowolone. Ja wprost przeciwnie, czemu? Bo to poduszeczka z kremem przeciwsłonecznym, nadająca odrobinkę jaśniejszą tonacje buzi. Dla tak bladej twarzy jak ja produkt jak znalazł, bo niczego nie przypiekłam. Fajnie się rozprowadza, jednak dla tych, którzy chcieli koloru, rozumiem, że było to rozczarowanie. Ale filtr dobry!   
  • Neutrogena, Visibly Clear,  oil-free krem nawilżający z różowym grejpfrutem - pierwsze myśli po otworzeniu nie były przychylne. Po pierwszym użyciu wiele się zmieniło. Pięknie się wchłania i dobrze nawilża. Rewelacyjny pod makijaż. Zapach jest mocny, wyraźnie cytrusowy i dość przerażający jeśli wcześniej produkty perfumowane dawały reakcję alergiczną. Jesteśmy razem 3 miesiące i nie miałam ani razu problemu - co świadczy, że jest wydajny.

Znacie, któryś z tych produktów? Jakie są wasze opinie?
A może chcecie mi coś polecić co powinnam sprawdzić?

Jacy byli wasi pielęgnacyjni ulubieńcy ostatnich miesięcy?


Nie zapomnijcie wpadać na moje socjal media! Zachęcam również do polubienia bloga, żeby się nie zgubił ;)

                                                                    



Ściskam was mocno i do następnego!
Kaś

niedziela, 3 września 2017

Bell - wodoodporne cienie w sztyfcie

Witajcie!


Jak u was po wakacjach? 
Moje były, ciekawe - niech tak zostanie ☺

Zwykle wakacje to sezon ogórkowy - u mnie z resztą też. Nie zmienia to faktu, że ostatnie 2 tygodnie wakacji owocowały w bardzo ciekawe zakupy.
Rzecz jasna, chcę się z wami podzielić tym co udało mi się upolować.


*z racji wakacji i innej lokacji starałam się eksperymentować ze zdjęciami i liczę również na waszą konstruktywną krytykę w tej kwestii*


Pierwszy raz zobaczyłam je u siebie w mieście w Biedronce - zrobiłam swatche i byłam zachwycona. Intensywność, blask i sam w sobie kolor każdego z nich mnie powalił. Dałam im 2 minuty, żeby zastygły - a potem nie mogłam ręki domyć ❤


*przyznaję, że nadgarstek po wewnętrznej stronie nie jest najlepszym miejscem do sprawdzania kolorów - nie popełnię tego błędu*

W kolekcji są 4 sztuki, dostępne jak mniemam tylko w Biedronce i z tego co rozumiem to rodzaj kolekcji limitowanej.  Pełna nazwa produktu to Water Extreme, trwały cień do powiek, waterproof stick eyeshadow. Ile jest produktu? Nie mam pojęcia, bo informacji nie ma, lub jej nie widzę na opakowaniu, za to widzę, że miejsce produkcji to ogólnie UE. Co do ceny, zakładałam koszt około 15zł - nie wiem czemu ale spotkała mnie przyjemna niespodzianka 8zł za sztukę.


Produkty nie mają indywidualnych nazw, tylko numerki, od lewej :03,02,01,04 - tak podobają mi się najbardziej.

Prawda jest taka, że jeszcze ich nie otworzyłam i nie przetestowałam na oku, ale mam wysokie oczekiwania ich względem,również dla tego, że mam cienie w kredce i w kremie z Bell Hypoalergenic i są świetne zarówno same jak i jako baza.



A Wy miałyście już styczność z tymi produktami?
A może w ogóle nie przekonuje was taki rodzaj produktu?

Dajcie koniecznie znać jakie jest wasze zdanie!

Nie zapomnijcie wpadać na moje socjal media! Zachęcam również do polubienia bloga, żeby się nie zgubił ;)

                                                                    



Ściskam was mocno i do następnego!
Kaś