środa, 21 grudnia 2016

Spotkanie Bloggerek w Bydgoszczy - Moje wrażenia

Cześć Wam!

Tym razem przychodzę z wpisem bardziej opowieścią.
10 Grudnia bieżącego roku wzięłam udział w spotkaniu bloggerek, zorganizowanym przez Księżycovą i Slaguu - klik na nazwę bloggerki i już jesteście u dziewczyn :)

Nigdy wcześniej nie byłam na tego typu spotkaniu i prawdę powiedziawszy nie wiedziałam czego się spodziewać. Kiedy przeglądałam blogi dziewczyn, które również wzięły udział w tym evencie, myśli jakie miałam były raczej mało krzepiące i oscylowały gdzies w okolicach "Na co ja się piszę", "czy podołam".
Dziewczyny mają piękne bloggi i głębokie treści, są rozwojowe oraz niesamowicie kreatywne. Ja czułam się nieco, hm, no może nie ja ale tematyka w jaką poszłam, i z jaką się dobrze poczuwam  jest popularna i to mnie nieco martwiło. Ale wracając do głównego tematu.



Spotkanie odbyło się w klimatycznej kawiarni Strefa w Bydgoszczy przy ulicy Długiej 11, a w nim udział wzięło łącznie ze mną 13 nietuzinkowych dziewczyn - a co, należy się chwalić ;)

Klaudia Krużycka                        Elwira Charmuszko                       Katarzyna Piasecka
        Shiny Beauty                               Spiked-Soul                           Błękitny pamiętnik

Martyna Cysewska                         Weronika Durszewicz                          Kamila Warczak
m-artyna                                          wersquu                                         camesss

 Patrycja Kłodzińska                              Ewa Kalina                              Patrycja Kalinowska
Kiudlis                                   Ewa Kalina                                      Slaguu

               Krystyna Polek                        Magdalena Szczęśniak                     Milena Marchlewska                                            Twardo na ziemi                           Kartka z pasją                                Ksiezycova
            miękko w chmurach

*Pomysł na piękne kółeczka i wizualną prezentację bloggerek zawdzięczamy Milenie Księżycovej*

Spotkanie było niesamowicie udane i budujące. Dzięki takim inicjatywom mamy szansę w naszym, jakże rozległym kręgu, na poznawanie się na wzajem i uczenie od siebie - a jest się czego uczyć.

Spotkanie rozpoczęło się od krótkiego, acz treściwego zaprezentowania platformy Reach a Blogger, która za cel stawia sobie skontaktowanie bloggerów i firm, tak by obie strony miały z tego jak najlepsze efekty i wymierne korzyści. Piotr i Adam, okazali się doskonale przygotowani na wszelkie pytania jakie zadawałyśmy - co mi daje poczucie pewności, że zajmują się platformą i tym co się na niej dzieje, by ani zleceniodawcy ani też wykonawcy nie byli pokrzywdzeni. Oferują oni również pomoc bloggerom w bardziej drażliwych kwestiach gdzie porada prawna może być konieczna. Dobrze się to zapowiada, więc jeśli sami piszecie, zajrzyjcie do nich koniecznie.


Oprócz typowo bloggerskich tematów poruszałyśmy też kwestie, które znacząco wykraczają poza tylko blogowanie. Istotnym i jakże przyjemnym punktem spotkania był warsztat przeprowadzony przez Krysię z Twardo na ziemi Miękko w chmurach, dotyczące kreatywności. Sposóby pobudzania własnej kreatywności, nie są istotne tylko w kwestii blogowania, dla tych z was, które własnie piszą jakąś pracę dyplomową, lub na co dzień w pracy piszą pisma, rozbudzenie, lub nawet wybudzenie swojej kreatywnej strony jest tak istotnym tematem jak i narzędziem pracy jak dla np fryzjera nożyczki. Zachęcam was do zajrzenia na blogga Krysi jak również polecanego przez nią, koła pomysłów (kolopomyslow.pl), z którego poniekąd i nie wprost korzystałyśmy na warsztacie.


Zamieszczam wam poniżej przeuroczą grafikę zrobioną przez Księżycovą, na której zamieszczone są oficjalne loga sponsorów. Dalej parę słów jeszcze o nich właśnie.



EquilibraLider produktów aloesowych sprzedawanych na całym świecie.W Polsce Equilibra sprzedawana jest od czterech lat na rynku farmaceutycznym oraz wybranych punktach zielarskich. Co ważne produkty zawierają wysokie stężenie czystego, niepasteryzowanego Aloe Vera ( od 20-98% )*.


Joico - W południowej Kalifornii powstaje firma JOICO, której założycielem jest fryzjer z pasją - Steve Stefano. W JOICO korzystamy wyłącznie z najlepszych, cenionych na całym świecie składników, takich jak masło shea, afrykański olejek Manketti, azjatycki olekek z magnolii i wiele innych.*


Iva Natura - Kosmetyki Iva Natura powstają na bazie esencji i olejków roślinnych pozyskiwanych z roślin uprawianych w chronionych ekosystemach, z dala od miast Anatolii.*

MeXmo - Polska marka kosmetyczna, produkująca kosmetyki kolorowe jak i do pielęgnacji ciała.

Mysterious Mysterious to marka specjalizująca się w dodatkach do Twoich biustonoszy. Oferujemy ozdobne ramiączka podążając za najnowszymi trendami.*

Publicat S.A. - Dynamicznie rozwijające się wydawnictwo, które na polskim rynku funkcjonuje już ponad 25 lat. Książki wydane przez Publicat S.A. dostępne są w internecie, księgarniach stacjonarnych jak i wielu innych punktach sprzedaży prasowej.*


**Krótkie opisy pochodzą bezpośrednio ze stron firm, lub są na nich oparte dla jak najlepszego oddania opisu firmy**




A tak prezentują się wszystkie cudowne dary - no prawie bo ramiączka schowane są w swoim pudełeczku. 
Niektóre z produktów już testuję, ale do tego oczywiście powrócimy, na chwilę obecną jestem niesamowicie wdzięczna, że w ogóle miałam szansę wziąć udział w takim spotkaniu  i poznać wspaniałe dziewczyny. Jestem również ogromnie wdzięczna za wszystkie prezenty, które dostałyśmy od sponsorów, a jak widzicie jest tego dużo. Czuje się trochę jakby święta zaczęły się wcześniej.
A teraz, żeby uniknąć pisania w kółko jak wdzięczna jestem i jak dużo radości czerpię ze spotkania choć już minęło.

A co u was w przedświątecznej gorączce?


Postaram się spotkać z Wami przed świętami, a w między czasie zapraszam na Facebooka i Instagram - wystarczy kliknąć w ikonkę poniżej   😊😊

Pozdrawiam,
Kaś



niedziela, 4 grudnia 2016

Projekt denko #3

Witajcie,

Postanowiłam zacząć porządki  - może i przed świąteczne, bo im szybciej zacznę tym łatwiej mi pójdzie bliżej świąt. Na pierwszy ogień poszły kolekcjonowane z pietyzmem, puste opakowania, czyli po prostu przed nami denko.
Pewne z tych produktów już opisywałam jakiś czas temu i moje zdanie chyba już się nie zmieni, ale do rzeczy.


WŁOSY

Nawilżający szampon z Pantene. Produkt, który nie wzbudza we mnie większych emocji, po prostu szampon, mam wrażenie, że nawet trochę bardziej przetłuszczały mi się po nim włosy, ale nic nadzwyczajnego w żadnym kierunku.
Suche szampony z Batiste. No genialne no! Z resztą co ja tu mam mówić, jest tyle pozytywnych opinii w necie i to w pełni zasłużonych. Niestety jednak zapachy mi oba nie podpasywało - czyli nie miałam ochoty wąchać swoich włosów, ale z zadania wywiązują się bezbłędnie.
Odżywka w sprayu bez spłukiwania z Gliss Kur. Jak dla mnie rewelka. Włosy ładnie nawilżone, końcówki nie fruwają i się nie elektryzują. Testowane również na włosach po trwałej, więc wiem, że z "sianowłosów" robi gładkie, miłe i miękkie pasma. Dodatkowo nie zauważyłam po nim szybszego niż zwykle przetłuszczania.

CIAŁO

Isana Olejek pod prysznic o zapachu gruszki i melona.  Mój absolutny ulubieniec na ciepłe miesiące. Niesamowicie wydajny, zostawia skórę nawilżoną i ten zapach. Słodki i słoneczny a zarazem ożywczy.
Dezodorant Isany o zapachu tropikalnym. Nie wiem czy wiecie, ale jestem bardzo wrażliwa na zapachy i generalnie ciężko, żeby coś przypadło mi do gustu na dłużej już 2 dni. lub żebym z tej wrażliwości nie dostawała napadów kichania. Drogą eliminacji wyłoniony został mój ulubieniec w swerze dezodorantów, Tropik jak się wącha, przyjemny, świeży i lekki. Jak dla mnie całoroczny, ale rewelacyjnie łączy się z olejkiem wspomnianym wyżej.
FA floral protect antyperspirant w sprayu. Może i nie odbarwiał ubrań, może i jako tako zapewniał ochronę przed przykrym zapachem, ale głowy nie da się mieć w innym pomieszczeniu niż reszty ciała, a ja myślałam, że się uduszę od talku czy co to było. Zdecydowane NIE dla tego pana.
Mgiełka do ciała granat i mango z Avonu. Nadal nie wiem czy podobał mi się ten zapach czy nie. Lekki i świeży, czasami mnie dusił, czasami nadal było go za mało.

TWARZ


Dwu fazowy bawełniany płyn do demakijażu z Bielendy. Podpasował mi na tyle, że jestem w połowie drugiego opakowania. Dość dobrze radzi sobie z grubszymi warstewkami produktu, ciemnymi produktami, czy mocniejszym makijażem. Niestety nie usuwa wszystkiego od razu, ale podejrzewam, że coś za coś, bo produkt dla skóry jest niezwykle łagodny i zostawia na niej przyjemny tłusty filmik, którego jednak nie zostawia na oczach, za co wielki plus.
Pharmaceris N Nutri-Capilaril. Już się na jego temat rozwodziłam, że cudowny, że nawilża i że wycisza niechciane czerwone plamki na buzi. To moje dziesiętne któreś tam opakowanie. W zapasie mam jeszcze jeden i jden nowo otwarty. Klik TU po wiecej info.
Bielenda Sea Algae, Krem nawilżający z żelową formułą - nie ma co dużo mówić. Korzystanie z tego kremu i nakładanie go rano na buzię, sprawiało mi mnóstwo przyjemności. Lekki, fajny, szybko wchłaniający się kremożel (bo ani to krem ani to żel) idealny pod makijaż i na ciepłą pogodę. Generalnie nazwałabym go jako fajny i zachęcam do skierowania się po niego w okolicach marca/


Siquens - próbowałam wszystkich linii, które mają w postaci próbek - niesamowicie wdzięczna jestem dziewczynom z Superpharm, Nie zdobyłam się na odwagę kupienia pełnego produktu, bo jakkolwiek zachwycona jestem próbkami, w każdym z tych produktów czegoś mi brakowało. Taką małą odrobinkę, taką "o" malusią. Natomiast, nie zrozumcie mnie źle, wszystkie produkty są rewelacyjne i warte uwagi, Najchętniej miałabym wszystko w jednym co one oferują. 
Dajcie mi znać czy miałyście kiedyś, któryś z kremów tej firmy w pełnym wymiarze i czy polecacie.
Purderm, Czekoladowa maska kolagenowa -  Szczerze, nie mam zdania na ten temat, Ale może wy macie?
Purderm, plasterki oczyszczające na nos - co do tego tworu jestem absolutnie usatysfakcjonowana jego działaniem. Tutaj powinna pojawić się opowieść jak to kiedyś takie plastry były na rynku - jeśli macie mniej niż 20 lat jest duża szansa, że tego nie pamiętacie - natomiast, produkt został wycofany, nie mówiło się dlaczego, podobno był za mocny. Teoria głosiła, że uszkadzały naskórek i powodowały zamiast oczyszczenia powstawanie jakichś paskudztw. Kończąc szybko, cieszę się, że powróciły na nasz rynek, i faktycznie mam wrażenie, że są słabsze niż tamte, kiedyś, i tak jest lepiej.


ZAPACH


Zara Oriental, Perfumy - Kiedyś już się zachwycałam jednymi perfumami z Zary. Tamte nosiły nazwę Black i możecie spojrzeć na test w tym linku (Klik Klik). Natomiast myślę, że moje zdanie się nie zmieniło za dużo. Te również krążą w pobliżu oryginalnego Paco Rabanne XS black dla kobiet. Słodkie, nieco ostre, trochę ciężkawe. Natomiast tak bardzo moje, i o ile na chwilę obecną ubrania z Zary, żadnego nie mam, tak perfumy mnie oczarowują i mam jeszcze jedną małą fioleczkę z przed dwóch lat innego zapachu, bardzo podobnego i czekam kiedy Zara ponownie będzie miała w ofercie Black, Oriental lub With all my Love, bo takie zapach, w takiej jakości. 
Jeśli jakiś zapach kiedykolwiek w Zarze wam się spodoba, kupcie go - mnie absolutnie trwałość nie zawiodła, a sam zapach się nie zmienia, rozkwita tak jak prawdziwe perfumy powinny i za to wielkie kciuki w górę dla twórców. 💖💖


A jak u was wygląda zużycie ostatnich miesięcy? Może napotkałyście coś ciekawego?
Dajcie znać czy któryś z tych produktów i wam podpasował?

A w między czasie zapraszam na Facebooka i Instagram - wystarczy kliknąć w ikonkę poniżej   😊😊

Pozdrawiam,
Kaś



niedziela, 23 października 2016

-49% Rossmann 2016 - Twarz

Hej,

Co prawda promocje w Rossmannie na ten rok mamy już z głowy - i z portfela - to postanowiłam pokazać wam, (tak na zasadzie przyznawki) co trafiło do mojego koszyka, a wyszło tego ponownie za dużo :D

Starałam się, na prawdę się starałam być rozsądna i na kształt oszczędna, ale zawsze są dziesiątki produktów, które polecacie, albo takie, które chcę wypróbować i tak się to kończy, mnóstwem produktów przyniesionych do domu:).

Krótka opowieść, zafiksowana ideom "bake under eye" postanowiłam kupić 2 sypkie pudry, bo te które posiadam - sypkie i prasowane - na chwilę obecną jak dla mnie, pod okiem wyglądają, moim zdaniem źle. Dopuszczam możliwość, że robię to źle, i liczę na mądre rady, no ale wzbogacona o 2 sypkie pudry będę testować.





Miałam nie kupować różu i paletki rozświetlaczy z Wibo w ramach protestu - same wiecie jakie było zamieszanie na ich mediach społecznościowych i odnośnie czego. Jednak kiedy pojawiła się paletka dziewczyny w internecie były pełne zachwytu więc się stało.  Róż się po protu  nawinął, ale myśle, że będę zadowolona.




Muszę przyznać, że bardzo podobają mi się oba opakowania. Natomiast poziom lustra na wierzchu kasetki z rozświetlaczami zachwyca mnie sam w sobie.


Jak być może zauważyłyście kupiłam też 3 bazy. Jeśli jesteście ze mną już od jakiegoś czasu, wiecie że mam bardzo suchą skórę i logiczne wydaje mi się nakładanie bazy pomiędzy krem a podkład, dla urzynania lepszego nawilżenia buzi przez cały dzień.
Na chwilę obecną użyłam różowych perełek z Bielendy i muszę powiedzieć, że byłam zadowolona, podkład ładnie się rozprowadził a uczucie nawilżenia zostało ze mną na bardzo długie godziny.

 Na obu zdjęciach:     u góry baza z białymi perełkami, na dole z różowymi.


A wam moje drogie, jak poszło szaleństwo na ostatnim tygodniu?
Czy wypróbowałyście już swoje zakupy? Jesteście z nich zadowolone?
Dajcie znać koniecznie!

Jeśli wam się spodobało, kliknijcie obserwację bloga, żeby nic wam nie ukmnęło.

W między czasie zapraszam na


Pozdrawiam, 
Kaś

sobota, 8 października 2016

Oczy - Rossmann - 49% 2016

Hej!

Tym razem pojawiam się by, hym... może dostać od was rozgrzeszenie i przyznać się że znowu mnie poniosło na promocji w Rossmannie.
O ile tydzień paznokcie i usta przeszedł gładko - tu zdięciowa przyznawka KliK. - to teraz mnie poniosło i wydałam stanowczo ZA dużo pieniędzy. Pozwolę sobie to zrzucić na zabójczo miłą Panią w Rossmannie w Galerii Łódzkiej, z którą gadało się jak z koleżanką. Nie mniej jednak zadowolona jestem, że namówiła mnie na paletę z Wibo Go Nude - smoky edition, bo to jedyny niepewny zakup.

Nie przeciągając jednak pokazuję co kupiłam.





z flashem u góry i w dziennym, pochmurnym na dole




Pewne produkty znalazły do mnie drogę ponownie, inne są dla mnie całkowitą nowością i grupa 3 czyli te, które mam w innym kolorze.

Jeśli zainteresował was, któryś z produktów i chcielibyście posta tylko o nim, bądź porównanie, dajcie koniecznie znać w komentarzu na dole.


Teraz was ściskam mocno i ciepło i w między czasie zapraszam do odwiedzania moich stron (link w obrazku)





Pozdrawiam,
Kaś

środa, 21 września 2016

Pamper routine - Twarz,#1 Podejście do peelingu

Cześć!

Za oknem zrobiło się chłodniej, a dla mnie od razu jest to pogoda zachęcająca do bogatszych rytuałów pielęgnacyjnych i odżywczych dla skóry.

W tym poście chciałabym się skupić na podstawowym jak dla mnie pytaniu, jak działać i czemu zeby być skuteczną i nie podrażnić jednocześnie skóry.
Oczywiście mam świadomość, że przy różnych rodzajach cery i  jej potrzebach, moja pielęgnacja i produkty, które wybieram, mogą nie pasować dla każdej z was, więc przypomnę tylko, że moja buzia jest sucha i łatwo ją podrażnić, potrzebuje przede wszystkim delikatnych, nawilżających i łagodzących produktów.

No więc jak mamy to za sobą chwila dla tematu " peelinguje i nic". I na tej kwestii skupię się naj bardziej.
Macie tak, że pomimo tego, że zadbałyście o swoją buzię i użyłyście peelingu i nawilżyłyście, dzień później macie jakiś kawałeczek buzi suchy, albo jakby nigdy go "zczyszczanie" naskórka nie potraktowało? 

Ja tak mam, okazało się -  przy jednej z wielu wizyt u dermatologa, iż na skutek, tego, że moja buzia jest tak sucha organizm próbuje sobie sam poradzić z tym co nie wyszło i mam coś co możemy nazwać "turbo" tempem złuszczania i przede wszystkim rogowacenia naskórka - ale tylko na niektórych partiach twarzy i nie , nie zawsze na tych samych, ale jest w tym jakaś tendencja.

Jak to się właściwie dzieje? 
Masz suchą buzię, którą pokrywają plamki suchej skóry, która ewidentnie jest martwa. Próbujesz ją usunąć i na początku po całym procesie jest ok, ale potem, skóra zaczyna pracować jak szalona, bo czuje się "goła" i mamy podwójną warstwę.
Przede wszystkim dzieje się tak również dla tego, że ten zrogowaciały naskórek w mniemaniu naszego organizmu ma chronić delikatną skórę twarzy przed szkodliwymi czynnikami środowiska - a jaki mamy stan powietrza i zanieczyszczenia, każdy wie.
Jak się tego pozbyć?
Po pierwsze zaakceptować, bo wypielęgnowanie takiego rodzaju cery jest baaardzo trudne i wymaga extra nakładu pracy i produktów, a  po drugie, systematyczne złuszczanie nie jest metodą - bynajmniej początkowo. 
Rozwiązanie leży w początkowym przyzwyczajeniu buzi do tego, że złuszczenie nie jest atakiem, tylko metodą pomocy, i że po każdym złuszczeniu jest dobre, mocne i wartościowe nawilżenie. Złuszczanie powinno być wtedy kiedy już się czuje, że buzia się sypie. Dopiero po 2 - 3 miesiącach można zacząć być systematyczną. Byle nie za często, Skóra zaakceptuje, że działamy w komitywie i pomimo odsłonięcia delikatniejszych warstw naskórna, nadal jest on chroniony przez kremy.

Kolejnym niezwykle istotnym punktem, na który zwrócono mi uwagę jest rodzaj wybieranego preparatu peelingującego. Generalna zasada jest taka, że im delikatniejsza skóra, tym łagodniejszy preparat. Dla cery tak delikatnej polecane są produkty enzymatyczne, czyli te, które naskórek rozpuszczą w procesach chemicznych, a nie mechanicznie usuną go za pomocą granulek ściernych. Produkt ziarnisty ma bowiem potencjał do "porysowania" skóry - tu się chwilę dłużej potrze i już się podrażnia głębsze, delikatniejsze warstwy. 
Większość peeleingów enzymatycznych jakich ja próbowałam, mają w zaleceniu, nałóż i zostaw na  okres czasu X. Co mi osobiście daje poczucie większej kontroli. Jeśli zaczynam czuć dyskomfort, zmywam i już. Nie obawiam się również nierównomiernego efektu.

Myślę, że z takim TIM (too much information) chwilowo was zostawię, Również chętnie, na prawdę, chętnie dowiem się od Was jakie są wasze przemyślenia odnośnie samych peelingów i ich rodzai. Tego czy uważacie, że peelingi z plastikowymi kuleczkami powinny być zakazane i innych.


Na koniec dodam tylko, że ten wpis rozpocznie serię wpisów jak ja dbam o swoją suchą skórę.

W między czasie zapraszam na moje inne media - wystarczy kliknąć w ikonkę poniżej.
  
                                                                              


Pozdrawiam,
Kaś





czwartek, 15 września 2016

L'Oreal - Ekspert Nawilżenia, skóra wrażliwa i zaczerwieniona.

Hej!

Tym razem przychodzę do was z opinią odnośnie kremu L'Oreal Paris. Na wstępie powiem wam, że jest to jeden z produktów, dzięki któremu moja buzia czuje się na prawdę zadbana i otoczona ochroną. 



Jeden z kremów, które posiadam i chce wam przedstawić to Ekspert Nawilżenia, Krem Nawilżający  na dzień do skóry wrażliwej i zaczerwienionej z olejkiem kameliowym. Na opakowaniu producent obiecuje, że krem dostarczy nam 24h nawilżenia - cóż, wiemy że to niemożliwe, ale nawet jeśli produkt daje mi 10 godzin nawilżenia to jest to coś o czym warto pisać, gdyż zdarza mi się, że po prostu dosmarowuje się w ciągu dnia, kilka razy. Myślę, że możecie sobie wyobrazić jak niesamowicie uciążliwa jest to sprawa, i jednocześnie ograniczająca.
Kontynuując o kremie. Na opakowaniu czytamy, że ma on intensywnie nawilżać, redukować zaczerwienienia i koić. I absolutnie nie będę się kłócić z producentem, bo jak napisali tak jest.

Jeśli jesteście bardzo wrażliwe na zapachy w kosmetykach, i nie chodzi mi tu o perfumy ale sam zapach produktu, to powiem wam, że moja pierwsza reakcja była negatywna bo nie wiedziałam czemu krem ma taki zapach. Po przestudiowaniu składu okazało się że w składzie mamy pochodne alkoholi, które nadają produktowi specyficzny zapach ale jednocześnie niezwykle przyjemną konsystencję.



A skoro już o konsystencji mowa, to mamy tu odczynienia z lekką ale jednocześnie bardzo zwartą musową konsystencją. Wydaje mi się że to własnie ta zwartość powoduje, że krem jest niesamowicie wydajny. Ja do wyjmowania kremu z opakowania używam szpatułki, którą chwyciłam w Rossmannie z akcji promocyjnej jakiegoś kremu - i szczerze, uważam, że L'Oreal mogłoby taką plastykową płaską szpatułkę dodawać do kremów, bo produkty są niesamowicie wydajne.

 a oto i szpatułka, której używam do wyjmowania kremu.


Ta odrobinka kremu starczy mi na całą buzię i dekolt - tu na zdjęciu jako przykładu użyłam innego kremu z tej samej firmy, ma lepszy kolor :)



I to by było na tyle w kwestii moich uważań - po prostu używanie tego kremu sprawia mi dużo przyjemności. Dodam jeszcze, że świetnie spisuje się pod makijażem, ale trzeba go używać naprawdę odrobinkę.


A wam jakie kremy w przeciągu ostatnich miesięcy najbardziej przypadł?

Jeśli przegapiłyście post o moim innym kremowym ulubieńcu, to zapraszam TU!.

Czekam na wasze odpowiedzi i sugestie. Zapraszam również na FB!

Do następnego!
Kaś

niedziela, 4 września 2016

Kosmetyczne zachciewajki

Witajcie,

Tym razem postanowiłam się z wami podzielić moimi chceniami kosmetycznymi z dostępnych na stronach producentów  zapowiedzi.

Przyznam, że jestem maniakiem sprawdzania zakładek "Nowości" i "Zapowiedzi"na stronach internetowcyh marek kosmetycznych. Fakt jest taki, że niektóre strony są znacznie lepiej zorganizowane w tym dziale niż inne, dlatego też może się okazać, że wiele produktów pochodzi od jednej marki.

Moje podstawowe i długo wyczekiwane chcenie pochodzi od Too Faced i to mój pierwszy produkt tej marki, na który się zdecydowałam, albo zdecydowałam, że go chcę i kupię.

Paleta i dodatki z Too Faced przy współpracy z Nikkie Tutorials


Tu akurat wycinka z oficjalnej strony, gdyż w naszych Sephorach jeszcze ich nie ma, pomimo, że miały być. Na Facebooku Sephora odpisała mi, że kolekcja dostępna będzie od października a nie od września jak miało być wcześniej.


Kolejny produkt, to jak dla mnie mega bajer od L'oreal, który ma za zadanie zmienić kolor naszych włosów, by dopasować kolor odrostów vel, naturalnych włosów do koloru, który aktualnie mamy.
Z resztą nazwa mówi sama za siebie - 


Kolej na zapowiedzi z Wibo i Lovely - nie wszystkie wam pokaże, z tych które chce.
Nie zmienia to faktu, że te firmy jak dla mnie mają najlepiej przygotowane strony w kwestii nadchodzących produktów. Podejrzewam, że znajdziecie tu pewne inspiracjie płynące z różnych źródeł, jednak gdyby mnie ktoś o zdanie pytał, to absolutnie mi to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie jara mnie to.




To oczywiście nie jedyne nowości na nadchodzące miesiące. Te natomiast najbardziej przykuły moją uwagę. Oczywiście jeśli, któryś z nich wpadnie  w moje łapki na pewno dam wam o tym znać.

Tymczasem powiedzcie, czy podoba wam się post tego typu, jak również na co wy czekacie najbardziej,


Trzymajcie się ciepło i do następnego.
Kaś

niedziela, 28 sierpnia 2016

Pharmaceris NUTRI-CAPILARIL

Witajcie,

Tym razem chcę wam przedstawić krem nawilżający z firmy Pharmaceris.
Linia, z której ja korzystam to "N" - czyli seria dla osób z cerą naczyniową, skłonna do zaczerwienienia. Jeśli nie miałyście nigdy okazji natknąć się na Pharmaceris możecie być zaskoczone różnorodnością jaką oferuje marka. Do wyboru są serie dla skóry atopowej, emoljenty, seria dla tych z was, które borykają się z trądzikiem. Słowem do wyboru do koloru.
Ja testowałam 3 linie A, E i N i prawdę mówiąc ze wszystkich byłam zadowolona, natomiast A i E były dla mnie nieco za tłuste.
Teraz chciałabym się skupić na kremie z serii N, którego używam na noc.



Przyznam od razu że jestem lekko zbzikowana na jego punkcie i patrze na niego jak ratunek na wszelkie zło. Więc jeśli czuję się odważna i  postanawiam wypróbować nowy krem, maseczkę czy inny kosmetyk muszę mieć pewność, że Pharmaceris N jest na mojej półce.
Kremu używam już ponad 2 lata i nie jestem w stanie powiedzieć ile opakowań mam już za sobą, ale myślę, że około 15, więc możemy uznać, że krem mam dobrze przetestowany.

Krem jest przyjemnie gęsty ale nie ciężki i ładnie się wchłania. Dodatkowo jeśli nie potrzebujecie ekstremalnego nawilżenia (czyli nie kładziecie 3 warstw) i wasza buzia "napije się" normalną porcją kremu, to opakowanie starczy wam na co najmniej 3 miesiące. Ja jednak potrzebuje więcej i kładę sporą warstewkę, czasami również jako maskę i tak starcza mi na 2 miesiące, co w wypadku moich potrzeb jest bardzo wydajne.

Generalnie mogła bym się rozwodzić nad tym kremem długie godziny, ale mogę wam powiedzieć tyle.  Jest to jeden z tych super kremów, których działanie nie zmienia się z czasem używania, jest cały czas tak samo skuteczny.
Jeśli więc macie problem z zaczerwienioną buzią, łatwo się uczulacie i macie problemy z nawilżeniem proponuje wam skusić się na ten konkretny krem kiedy będzie w Superhparmie w promocji i przetestować go.


Dajcie znać czy korzystałyście kiedyś z tego kremu, lub innych produktów z serii Pharmaceris N?
A może macie jakiś inny super krem, który polecacie?

Pozdrawiam was serdecznie i do następnego.

Buziaki, 
Kaś


środa, 20 lipca 2016

Mój sposób na na prawdę długotrwałą płynną pomadkę.

Witajcie!

Pewnie zastanawiacie się co tak odkrywczego w temacie płynnych pomadek można odkryć.
Otóż jeśli chciałyście kiedyś na randkę lub wesele czy inne duże przyjęcie "przyodziać" jaskrawą bądź intensywną w kolorze szminkę, ale miałyście obiekcje bo, będzie źle wyglądać gdy będzie się zjadać. Nie lękajcie się, ja znalazłam i przetestowałam ten dość prosty i skuteczny sposób na cało-weselną pomadkę.

Ja gustuję w fuksjowych kolorach już od paru lat. Mam szminki, tinty, pomadki, płynne matowe pomadki jak i lakiery do ust na wysoki połysk. Wszystko w podobnym kolorze, wściekłego różu.




Jak widać trochę tego jest. różne firmy, wykończenia i intensywność oraz krycie. Niemniej jednak wszystkie są podobne.

Spójrzcie same.



Wracając jednak do tematu. Jeśli podejmiecie decyzję, że własnie taki kolor nałożycie na imprezę, a wiecie, że będzie dużo jedzenia, picia, trochę buziunia to moja rada jest taka:

Zacznijcie od nawilżenia ust zanim nałożycie jakikolwiek inny kosmetyk kolorowy i dajcie się wchłonąć balsamowi. Po około 10 minutach zdejmijcie nadmiar  produktu i jeśli macie np tint w podobnym kolorze do szminki, nałóżcie jego cienką warstwę i dajcie mu się wchłonąć. Jeśli nie macie tintów użycie cienkiej warstwy konturówki spisze się równie dobrze.
Kiedy dojdziecie już do ust przy nakładaniu makijażu, postępujcie standardowo. 
Obrysujcie usta konturówką, nałóżcie cienką warstwę np płynnej pomadki.
Jeśli macie wystarczająco czasu przed wyjściem, po około 15 minutach odciśnijcie usta na chusteczce i ponownie połóżcie cienką warstwę produktu.

Dla mnie taka metoda zadziałała na ostatnim weselu. Malowałam się o 18'stej. drugą warstwę nałożyłam o 19'stej i do 6 rano miałam temat poprawek z głowy ( a jeśli mnie znacie, jak nie to się dowiecie, lubię jeść, więc mocno eksploatowałam produkt na ustach ). Wcześniej testowałam również nakładanie lakieru do ust na szminkę w tym samym kolorze i też się spisywało.


A wy moje drogie, macie jakieś mega patenty, za które dajecie gwaranta sprawdzalności?
A może jest coś co chciałybyście przetestować ale nie jesteście w stanie się przełamać?

Ściskam was mocno i ślę mnóstwo buziaków. A w międzyczasie zapraszam na facebooka.

Pozdrawiam 
Kaś

sobota, 9 lipca 2016

Lip swatch - zbiór z ostatnich miesięcy

Witajcie!


Jak mija wam początek wakacji? Z może to jeszcze nie pora na wasze wakacje?
Jakkolwiek byście ich nie spędzały idę o zakład, że i tak przez wasze myśli przebiega hasło"kosmetyki" oraz myśli pokrewnej natury do "co by tu sobie nowego kupić" i "przecież wszystko mam". Oczywiście wiem, że żeby trzymać się myśli o posiadaniu wszystkiego trzeba mnóstwo samo zaparcia, a poza tym czasem po prostu chce się coś kupić. 
I tak oto postanowiłam się z wami podzielić, a raczej zaprezentować wam swatche tego co się u mnie od jakiegoś czasu nagromadziło, gdyby to produkt do ust był tym czego chcecie.

Ciekawe jakie letnie kolory wpadły w moje łapki? Czytajcie dalej!


My secret Dress up your lips nr 214 Milk Violet - niesamowicie podoba mi się ten kolor, mleczno fioletowy, lekko trupi ale nie wyglądam w nim jak śmierć na chorągwi,  Należy natomiast zwrócić uwagę na to, że jest to błyszczyk a nie płynna pomadka. Jest lekko lepki, nie jest rzadki więc nie spływa z ust, ma lekko słodki dość przyjemny zapach. po starciu zostawia delikatny nawilżający film na ustach.




L'oreal Sexy Balm w kolorze 106 Sheer Clueless  - Balsam w kredce, o delikatnym różowo-czerwonym zabarwieniu. Na ustach tego nie widać za bardzo ale ma w sobie brokatowe fuksjowe mikro drobinki. Zamiast tego mamy piękną jednolita tafle blasku na ustach. Nosi się go bardzo komfortowo i całkiem nieźle nawilża usta. Duży plus dla L'oreal za zmianę zapachu i smaku tego produktu, a tego się potwornie obawiałam kupując ten balsam jaki płynną pomadkę, o której niżej, więc jak szalona wymazałam sobie grzbiet dłoni rożnymi kolorami tych produktów i po kolei intensywnie obwąchiwałam aby mieć pewność, że nie pachną tak jak wcześniejsze produkty tej firmy. 


Rimmel The only 1 Lipstick  120 Yo're All Mine - Ładny róż, o dość lśniącym wykończeniu. Ładnie kryje. Po ustach sunie gładko i nakłada się przyjemnie i ponownie zostawia na ustach przyjemne poczucie nawilżenia. Na zdjęciu wygląda na dość naturalny róż. W rzeczywistości jednak jest to znacznie bardziej żywy kolor, bardziej kontrastuje ze skórą. Słyszałam, że różne kolory są różnej jakości, jednak jeśli chodzi o ten nie mogę narzekać.


Bourjois Rough Edition Souffle Velvet 05 Fuchsiamallow  wykończenie to Sheer Matte. Kupiłam na -49% w rossmannie więc już trochę jesteśmy ze sobą, ale jakoś nie jestem w stanie się przekonać do tego produktu. Po nałożeniu uczucie na ustach jest takie jakby wysmarować sobie usta gęstą wodą, która nie wsiąka za nic. Jest to dla mnie nieprzyjemne uczucie. również kolor, który zostaje na ustach jest nierówny, lekko niedbale. Być może jest to zamierzone, żeby było to naturalne. Natomiast nie jest to produkt na miarę Rough Edition Velvet w wersji mat.


Maybelline Color Sensational 910 Shocking Coral - Przyjemny różowo koralowy odcień. Mocno błyszczący nie ma całkowitego krycia, jest to raczej krycie w 70%. Natomiast wygląda bardzo ładnie na ustach dodatkowo przyjemnie je nawilża. Dodatkowo jeśli jesteście przeciwniczkami zapachu, który do tej pory miały ich szminki, ta pachnie inaczej. Jest słodszy i delikatniejszy. 


Wet n Wild Megalast Lip Color E967 Dollhouse Pink - zabójczo piękny zimny róż. Jeden z kolorów na punkcie, którego mam hopla. Szminka prawie nie ma zapachu, to co można uznać za zapach to delikatna woń składniku jak mniemam. Jest dość tępa, co chyba związane jest z faktem, że jest ona matowa. Jak dla mnie krycie jest zachwycające. Ale nie jestem do końca obiektywna w tej kwestii. Tak czy inaczej Wet n Wild ma przeogromny wybór szminek w cenie około 10zł więc można sobie poszaleć.



Maybelline Color Sensational Matte 950 Magnetic Magenta - zacznijmy od tego że pachnie zupełnie inaczej niż błyszcząca wersja Color Sensational, znacznie słabiej, bardziej hm, plastikiem, być może? Tak czy inaczej jest to zapach przytłumiony. Kolor sam w sobie to jeszcze róż, ale prawie fioletowy. Krycie jest doskonałe, a pomimo faktu matowości tego produktu nie wysusza ust, ale trochę barwi wargi później, kiedy się go zje.



L'oreal Infallible Xtreme Resist Gloss 405 The Bigger The Better Matte - Ten mat to taki nie mat. Zostaje lekko lśniący i nie osiąga pełnego matu. Niemniej jednak kolor jest piękny, głęboki i nasycony. To mocna fuksja idąca w kierunku różowej czerwieni. Jest niesamowicie komfortowa w noszeniu i wraz z upływem czasu kiedy kolor zanika, usta nadal prezentują się ładnie, podejrzewam że dzięki pigmentowi który ładnie barwi usta. To co może nie do końca odpowiadać to to, że nie jest buziako odporna i tam gdzie przyłożycie usta tam kolor się przeniesie. Za to jest jeden ogromny plus, za co wdzięczna jestem firmie. Tak jak już wspomniałam wyżej przy balsamie, zupełnie zmienili zapach tych produktów, co jak dla mnie jest jednoznacznie z tym że w ogóle można je nosić.


Gdybyście jeszcze nie widziały postów z udziałem tych produktów to zapraszam Klik1  i   Klik2.

Podsumowując, większość z tych produktów nie przysporzyła mi żadnego dyskomfortu i wszystkie się przyjemnie nosi zarówno ze względu na kolor jak i na konsystencję i wrażenia na ustach.

Podzielcie się koniecznie jakie są wasze ulubione kolory na lato, bez których po prostu nie możecie żyć. A może macie, któryś z tych produktów bądź z serii? Co o nich myślicie? Zostawiajcie komentarze na dole.


Bądźcie na bieżąco i odwiedzajcie Facebooka oraz zerkajcie na to co mi się podoba na Tumblerze.

Ściskam was mocno i do następnego,
Kaś