niedziela, 16 kwietnia 2017

Catrice - Prêt-à-Lumière, rozświetlacze

Hej,


I oto ponownie przychodzę, by pokazać wam kolejne rozświetlacze, które znalazły drogę do mojego serca i kolekcji. 
Tym razem serce podbiły mi rozświetlacze z limitowanej kolekcji Catrice Prêt-à-Lumière. Łącznie w kolekcji znajdują się 3 kolory i przyznaję, że wszystkie są absolutnie piękne, jednak nie ze wszystkich miałabym pożytek, jako że jestem blada. Te, które zostały ze mną to:  C01 Luminious Lights oraz C03 Prismatic Pink.


 
C01 Luminious Lights - to bardzo jasny, szampański w kolorze rozświetlacz z fioletowo-różowymi podtonami, które widać jedynie, gdy pada na produkt światło.

 C03 Prismatic Pink - różowy rozświetlacz ze złotymi drobinkami. Przypomina konceptem nieco róż z NARS (tak dobrze się domyślacie, ORGASM), niemniej, przeuroczy.

Pudry mają, niesamowicie delikatną, jedwabistą teksturę. Dodatkowo piękne tłoczenie sprawia, że wizualnie są zachwycające. Uroku dodaje porządnie wykonane przezroczyste plastikowe opakowanie. Osobiście cienie sobie prostotę opakowań, lubię również przezroczyste, bo widzę od razu za co chwytam.






Odnoszę wrażenie, że firma na Polski rynek przysyła od już dłuższego czasu, bardzo trafione kolekcje. A co Wy myślicie w tym temacie?

Powiedzcie również czy miałyście styczność z tą kolekcją? Jakie są wasze wrażenia?



Nie zapomnijcie o wpadaniu na moje social media. Lajki i obserwacje, zawsze mile widziane.


 
Tym czasem, trzymajcie się ciepło i do następnego :*

Pozdrawiam,
Kaś
 

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Wiosenne nowości od Lovely

Hej,

Za oknem zrobiło się ciepło, na prawdę mocno wiosennie.
Z tego powodu - świętując prawdziwe nadejście wiosny?, może - sprawiłam sobie przyjemność i zaopatrzyłam w 2 nowości z Lovely.

Nie ma co ukrywać, lubię firmę, nie jest wielkim obciążaniem dla portfela, a czasami trafiają z produktem w sedno. Z tego powodu jeśli coś mnie zaciekawi w ich szafie, daje temu szansę. A co!

Cenie sobie również, że dbają o to by zapewnić "nie macalność" towaru przed jego kupieniem przez nas.
 

Dla odmiany, Bella Naturelle, bo tak nazwano paletkę, nie ma przezroczystego wieczka, tylko krzykliwy, różowy nieprzezroczysty plastik.

Z tyłu palety jak zawsze instrukcja obsługi i inne podstawowe informacjie.


Kiedyś pisałam już wcześniej, że podoba mi się również, że cienie dostały swoje nazwy. I tak samo jest tym razem. Na tekturowym opakowaniu dostajemy spis kolorów i bonus w postaci krótkiego tekstu.

Jedyne czego mi trochę szkoda, to tego że kolory na opakowaniu nie są wierne kolorom w palecie. Niemniej jednak wygląda porządnie, a kolory bardzo obiecująco.
P.S.
Dajcie znać czy chcecie osobny post ze swatchami.


Bronzer, już kolejny w moim zbiorze, jest dla mnie tak zachwycająco wyprasowany w swej formie. Opakowanie tak urocze, słodkie i dziewczęce. A do tego jeszcze lekki bo w kartonowym pudełku. Za to ze schowanym magnesem, żeby się zamykało. Ochy i achy nad aspektem wizualnym u mnie jeszcze potrwają zanim będę gotowa go użyć.

Milky chocolate - trochę mnie nazwa wystraszyła na początku, bo spodziewałam się innego koloru, jednak wydaje się być chłodny i odpowiedni dla bladolicych - dam wam kiedyś znać jak wyszło ;)


A Wy? Upolowałyście już pierwsze wiosenne nowości?
Pochwalcie się koniecznie co to.


Nie zapomnijcie o wpadaniu na moje social media. Lajki i obserwacje, zawsze mile widziane.
Tym czasem, trzymajcie się ciepło i do następnego :*

Pozdrawiam,
Kaś