sobota, 28 marca 2015

Pastel spring


Witajcie,
 przychodzę dziś do was kierując się "wytycznymi" świata mody i branży kosmetycznej, które mówią, że pastelowe kolory na powiekach będą bezbłędnym rozwiązaniem utrzymanym w najmodniejszych konwencjach wprost z wybiegów. Co prawda jest parę wariantów zależnie kogo się podpatruje. Jedni obstają przy kresce w wyrazistym kolorze, inni przy pastelowych cieniach, jeszcze inni forsują różowo fukcjowe usta.

 Ja doszłam do wniosku, że brakuje mi cieni. Takich delikatnych i subtelnych w kolorze, lub bardziej muszę zacząć używać tych które mam. Bo jakby na to nie patrzeć liner w jaskrawym kolorze mogę uzyskać z tego co już posiadam.
Przyszedł więc czas na przegląd zasobów i dołożenie jeszcze paru - jakby było tego już za mało.
Dodatkowo firmy wyszły z mnustwem propozycji nadążenia / bądź bardziej nadawania trendów i dyktowania co jest must have.
I tak oto są moje zbiory i oby mnie zmotywowało to do ich używania :D

Najpierw nowości od essence, pastelowe i błyszczące, Nie są mocno napigmentowane ale i nie taki jest cel ich istnienia.




 bladobłękitny prawie biały 07 early bird, zielony 06 pippa mint, chłodny róż 03 rosie flamingo i brzoskwiniowo pomarańczowy 08 apricotta




03,08,06,07

Kolejne to również produkt essence z paletek 6 cieni all about eyes wersja candy, delikatne pastelowe perłowe w wykończeniu. Niestety bez nazw.




 Niestety zielony na zdjęciach wychodzi słabo widoczny, a róż miesza się z fioletem, ale na prawdę są one od siebie różne i wszystkie tak samo napigmentowane.
Następne w kolejce, choć nie wiem czy dostępne nadal to cienie z H&M. Mają zupełnie odmienną teksturę od tych z essence, są znacznie bardziej suche, mają również zupełnie inne wykończenie.



 No i na koniec coś jeszcze innego. Pigmenty z Kobo. Znowu inne wykończenie i znowu inna tekstura. Są bardzo drobno zmielone i niesamowicie lotne. Na gołej skórze dają ładny akcent za to na czarnym cieniu czy linerze prezentują się zjawiskowo.


501violet blush, 502 misty rose , 504 mint cream, 506 blue mist


No i jeszcze porównanie w sumie wszystkich na raz, choć łatwe to to nie było :P







I to by było na tyle. Jak się okazuje strasznie tego dużo :D

Piszcie mi o czym byście chcieli czytać, Lubcie posta i dodawajcie do obserwowanych. Do następnego, pozdrawiam Kaś.


czwartek, 5 marca 2015

Mas(eczka)akra

Dear, oh dear.
Witajcie, w końcu i nareszcie. Tak, tak, blame on me.


Kupiłam w piątek maseczki w Biedronce. Skusiłam się, bo a co. Widziałam, że o podobnych mówiła Lisa Eldrige i Michelle Phan. I to mówiły o nich dobrze. Więc, czemu nie i spróbujemy. Kupiłam, spróbuje, sprawdzę, bo na produktach koreańskich nie zawiodłam się - so far
Opakowanie dzielone na 3, w każdej części coś innego. A to część z  preparatem najpierw do mycia budzi, do tego jest jeszcze żelowe serum. No i najważniejsze czyli tzw. "prześcieradło". Zanurzone w żelo-podobnym czymś, zaiste płynem nazwać tego nie można.

Pełna radości i oczekiwań oraz nadziei, zaaplikowałam wytwór na budzie. Po kolei każdy krok. Zgodnie z instrukcją obsługi na opakowaniu. Na początku uczucie WOW. Wszystko wydawało się OK. Buzia wyglądała ładnie, zdrowo, na nawilżoną - gdyż należy wspomnieć, że użyłam niebieskiej, z kwasem hialuronowym, nawilżającej.

Sobotni poranek okazał się trudny, bo opłakane skutki maseczki były na mojej twarzy wszędzie... Pozwolę sobie w tym miejscu darować wam zdjęcie mojej budzi. Natomiast wykwit był ogromny i okrutny. Pewnej części pozbyłam się na szczęście do niedzieli, inne nadal ze mną są.

Dla mnie jest to BIG NO NO, ale dam im jeszcze szanse, żeby upewnić się, że aby na bank mi nie służą. Siła ciekawości, a na chwilę obecną raczej wam odradzam, bo i tak skład każdej z nich jest dokładnie taki sam.

A jak wasze doświadczenia z maseczkami tego typu?
Pozdrawiam i do następnego, Kaś!